wtorek, 28 lutego 2012

dzisiaj po raz pierwszy piszę do Was jako osoba dorosła, toteż możecie spodziewać się nadzwyczajnie mądrego wpisu bogatego w różnorodne konkluzje i refleksje.
na początku oczywiście wspomnę, że właśnie oglądam film skierowany do ludzi wykształconych, o ponadprzeciętnym ilorazie inteligencji- 'Desperado'. 
no dobrze, ale zostawmy te przyziemne sprawy i zajmijmy się ważniejszymi kwestiami- minęło już 18 lat mojego niezwykle genialnego życia (ironia) i wcale nie jestem z tego powodu szczęśliwa. to znaczy, naturalnie, że cieszy mnie fakt, iż udało mi się dożyć pełnoletności i nie zginęłam np. poprzez zmiażdżenie ciała spowodowane  spadającym fortepianem albo coś w tym stylu, no ale nie tak to sobie wyobrażałam. 
nie będę jakoś obszernie zapisywać moich narzekań, podsumuję to wszystko trzema angielskimi słowami (angielskie słowa zawsze brzmią bardziej mądrze niż te pisane w naszym ojczystym języku, więc zabłysnę): piece of shit.
mam nadzieję, że nie zrobiłam błędu.

zagłuszam moje smutne myśli, bo jeszcze spowoduję zwarcie klawiatury płynącymi łzami :)



nie pogardziłabym przeszczepem twarzy albo zmianą osobowości poprzez hipnozę- może to zakończyłoby moje problemy ze sobą samą. + odsysanie tłuszczu też w sumie by się przydało.

całuski ;*

niedziela, 26 lutego 2012

witam Was w to piękne, niedzielne południe! (nie lubię południa, słońce świeci mi w monitor)

ostatnio tyle się u mnie dzieje, że nie wiem od czego zacząć.
w piątek miała miejsce szalona 18 naszego kolegi Łukasza. nie będę wyjawiać zbyt wielu szczegółów tej nieziemskiej imprezy (w sumie to i tak niewiele pamiętam), ale oczywiście alkohol lał się strumieniami, nie obyło się również bez przypadkowych kontaktów seksualnych, bijatyk i przedawkowań.
po przyjęciu urodzinowym odwiedziliśmy budynek, którego nazwy właściwie nie znam, ale na podwórku stały czołgi a w środku znajdowały się szable, hełmy i deski do prasowania. 
później, razem z moniką, zintegrowałyśmy się nieco z ludnością zamieszkującą pewną malowniczą miejscowość słynącą z arboretum i prostytutek. miałyśmy okazję poznać naprawdę cudownych ludzi, m.in. miejscowych pijaków, żuli, szaleńców i dresiarzy. wreszcie udało nam się dostać do autobusu i opuścić to upiorne miejsce. w autobusie oczywiście spotkałyśmy mnóstwo znajomych (popularność).
następnie zjadłyśmy tonę słodyczy i wypieków przeznaczonych dla Adka, hihi. 
w sobotę- no cóż, totalne szaleństwo. co prawda nie miałam okazji wyjść na światło dzienne, ale co tam... cały dzień chodziłam w koszulce od piżamy, hihihi.
no a dzisiaj niedziela, a zarazem mój ostatni dzień jako siedemnastolatki. achhh, 18 lat bezsensownej egzystencji mojej osoby, najssss.
nie napisałam książki, nie nagrałam płyty, nie jestem modelką, aktorką ani projektantką mody- lipa.
 muszę skończyć pisać na ten temat, bo zaleję komputer łzami!!!

have fun :* 




piątek, 10 lutego 2012


osiągnęłam maksymalne stadium frajerstwa i niestety mam na to dowody.
jednym z nich jest fakt, że w piątkowy wieczór leżę na łóżku, oglądam 'agenta xxl' i wyżalam się na blogu.
smutne.
jutro sobota i jedyne co zaplanowałam na ten dzień to przeczytanie gazety, co nie nastraja mnie pozytywnie.
 zaraz idę spać, nic innego nie pozostało mi do zrobienia, achhhh.

patrzę z obrzydzeniem w stronę szkolnych podręczników, jak tylko pomyślę sobie, że niedługo będę zmuszona do nich zajrzeć- mam ochotę krzyczeć (ale oczywiście nie robię tego, gdyż domownicy uznaliby mnie za osobę niepoczytalną). pozostaje mi więc odkładanie nauki jak najdłużej się da.


robię się głodna, a to znak, że rzeczywiście muszę iść spać, bo inaczej zjem pół lodówki i będę narzekać na wielkość brzucha.

BUZIACZKI :*

 

sobota, 4 lutego 2012


 witam słodkimi całusami wszystkich czytelników tego genialnego bloga :*
hihihihi.
no tak, ferie właśnie trwają, białe szaleństwo, libacje i te sprawy... tsssssss.
wczoraj wróciłam z Wisły, narty to kolejny sport w którym świetnie mogę się realizować.
2 letnie dzieci lepiej radziły sobie na stoku niż ja, częściej padałam na śnieg niż utrzymywałam pionową postawę ciała. wyśmienicie!!!! no ale podają tam dobrą gorącą czekoladę ze śmietanką w środku, mmmmm.
czuję się jak totalny grubas, dlatego idę zjeść batona. :)
KISSES :*