dzisiaj po raz pierwszy piszę do Was jako osoba dorosła, toteż możecie spodziewać się nadzwyczajnie mądrego wpisu bogatego w różnorodne konkluzje i refleksje.
na początku oczywiście wspomnę, że właśnie oglądam film skierowany do ludzi wykształconych, o ponadprzeciętnym ilorazie inteligencji- 'Desperado'.
no dobrze, ale zostawmy te przyziemne sprawy i zajmijmy się ważniejszymi kwestiami- minęło już 18 lat mojego niezwykle genialnego życia (ironia) i wcale nie jestem z tego powodu szczęśliwa. to znaczy, naturalnie, że cieszy mnie fakt, iż udało mi się dożyć pełnoletności i nie zginęłam np. poprzez zmiażdżenie ciała spowodowane spadającym fortepianem albo coś w tym stylu, no ale nie tak to sobie wyobrażałam.
nie będę jakoś obszernie zapisywać moich narzekań, podsumuję to wszystko trzema angielskimi słowami (angielskie słowa zawsze brzmią bardziej mądrze niż te pisane w naszym ojczystym języku, więc zabłysnę): piece of shit.
mam nadzieję, że nie zrobiłam błędu.
zagłuszam moje smutne myśli, bo jeszcze spowoduję zwarcie klawiatury płynącymi łzami :)
nie pogardziłabym przeszczepem twarzy albo zmianą osobowości poprzez hipnozę- może to zakończyłoby moje problemy ze sobą samą. + odsysanie tłuszczu też w sumie by się przydało.
całuski ;*


